piątek, 8 maja 2015

SIEDEMNAŚCIE







Kocham Cię za to, że jesteś odpowiedzią na każde pytanie, które może zadać moje serce.
Lisa Kleypas


Poranki. Potrafią być tak dołujące, nie ma nic gorszego niż wczesna pobudka o świcie i myśl, że trzeba wstać do pracy mimo, że z całych sił wolelibyśmy przykuć się do łóżka. Co innego gdy leżymy spokojnie otuleni białą puchową kołdrą budzeni przez delikatne mokre pocałunki niczym dotyk niebiańskiego piórka. Te ostatnie pobudki nawet najgorszego śpiocha wprawią w dobry nastrój.
-Dzień dobry księżniczko- zamruczał rozbudzony blondyn tuż przy uchu Joe.
Dziewczyna mimo swej własnej woli złapała się na tym, że Jej usta rozwarły się w szerokim uśmiechu. Nie wiedziała jak to się dzieje ale przy Marco ta część ciała posługiwała się swoimi prawami. Jej kąciki ust podnosiły się ku górze nawet wtedy gdy próbowała udawać obrażoną, tak działał na Nią tylko jeden mężczyzna. Był to nikt inny jak Marco Reus we własnej osobie.
-Dzień Dobry- odpowiedziała miękkim głosem przeciągając się jak co rano. -Jakie dzisiaj plany panie Reus?
-Przywiązać Cię do łóżka i spędzić w Nim resztę dnia- oznajmił wciąż wpatrując się w dziewczynę. Gdy tylko Niemka podniosła obydwie brwi ku górze zdał sobie sprawę co właśnie stwierdził.-Powiedziałem to na głos?
Johanna Levy potaknęła entuzjastycznie głową kładąc swój podbródek na klatce blondyna.-Co Ci chodzi po tej Twojej blond główce, co?-zapytała patrząc kątem oka na twarz chłopaka. Minę miał jak najbardziej oznajmującą dość niegrzeczne rzeczy. Po takim czasie jaki spędziła z Reusem, potrafiła już rozpoznać myśli blondyna.-Dobra, nie kończ. Za karę robisz śniadanie.
-Dlaczego ja? To chyba Ty powinnaś się wykazać w zamian za cudowną pobudkę, hmm?
-Och, zamilcz już. Biegiem do kuchni!- zatykając swą dłonią usta blondyna nie cofnęła się przed tym, by zepchnąć Go z łóżka.
***
Gdy tylko Marco poszedł do sklepu po Jej ulubione mleczne bułki postanowiła się odświeżyć. Nadal nie mogła uwierzyć w to co się dzieje w Jej życiu. Czy kiedykolwiek myślała, że tak to się wszystko potoczy? Nie nigdy, ale jakoś wcale nie było Jej źle z ta myślą. Przeciwnie uważała to za najlepszy okres w dziejach ludzkości.
-Jestem już!- Gdy od progu Reus wtargnął do pomieszczenia dziewczyna w tym samym momencie opuściła łazienkę.
-Co tam chowasz za sobą?- zapytała zwracając uwagę na dość dziwne zachowanie młodego Niemca.
-Ja? A to nic takiego, gazeta. Nic ciekawego, same nudy.- odrzekł uciekając gdzieś swymi źrenicami aby nie spotkać się z podejrzliwym wzrokiem Joe. -Chodźmy robić śniadanie.
-Bardzo dziwnie się zachowujesz- skwitowała blondynka lecz nic nie mówiąc pomaszerowała za Marco.
Piłkarz zaczął wyciągać produkty z reklamówki gdy nastała krępująca cisza.
-Może wyjedziemy gdzieś? Ty masz wolne, ja też mogę sobie pozwolić na parę dni wolnego- oznajmił nie spuszczając wzroku z zakupów. Uciekał od spojrzenia Joe, jakby bał się, że może wyczytać z Niego jak z otwartej książki.
-Wiesz co? W sumie dobry pomysł. To może sprawdzę w internecie jakieś ciekawe oferty?-zapytała blondynka.
-Nie!- krzyknął jak oparzony tarasując drogę dziewczynie. -Później coś znajdziemy, teraz musisz mi koniecznie pomóc. Sam nie dam rady.
-Marco albo zaraz mi dobrowolnie powiesz co się dzieje albo wymuszę to na Tobie. Nie bredź, że sam bułek masłem nie potrafisz posmarować!- równie podniesionym tonem dziewczyna spojrzała na chłopaka, który właśnie w tej chwili czuł jak z Jego płuc uchodzi więcej powietrza niż powinno.
-No dobrze, masz tą gazetę- odrzekł blondyn podając kolorowe czasopismo dziewczynie.
Siadając wygodnie na kuchennym krześle Joe spoglądała na okładkę, na której znajdowała się ONA SAMA? w towarzystwie Marco trzymali się za rękę a nad nimi widniał czerwony napis wielkimi, drukowanymi literami.

MARCO REUS I JEGO NOWA ZDOBYCZ.

Nie odrywając wzroku z gazety przeszła na konkretna stronę, na której widniał artykuł. Przeczytała Go na jednym tchu rozszerzając coraz bardziej swe źrenice. Gdy skończyła nadal nie mogła uwierzyć kto mógł powypisywać o Niej takie brednie. Jak to kto? LENA- podpowiadał Jej głos w głowie. Zmrużyła oczy i podniosła się z krzesła oddając się obsesyjnemu krążeniu w kółko po kuchni.
-Joe?- wyszeptał Marco nie wiedząc jakiej reakcji się spodziewać po blondynce.
-Widzisz? Wiedziałam, że się tak to skończy. Lena dopięła swego.- odrzekła opierając się czołem o zimną lodówkę.
-Spokojnie, przecież mówiłem, że to załatwię. Zaraz po śniadaniu podjadę do gazety i rozmówię się z nimi żądając sprostowania.
-Jakiego sprostowania! Marco do cholery jasnej. To wszystko co tam jest napisane jest prawdą! Nic nie możesz zrobić, jestem Twoja nową zdobyczą? No jestem! Co Ty chcesz prostować!- nie zważając na swe poranne krzyki usiadła na kuchennym blacie chowając głowę w dłoniach.
-Joe, uspokój się.- zbliżając się do dziewczyny przytulił Ją mocno chowając Jej głowę w swej szyi.
-A wiesz co jest najgorsze? Cały świat będzie o tym wiedział. To katastrofa- wyszeptała.
-Może nie będzie tak źle. Przynajmniej już wszyscy będą wiedzieć, że jesteśmy razem. Nie trzeba będzie się każdemu tłumaczyć.
-Ale...To nie miało być tak. Jeszcze nie teraz.

-Panno Levy wstydzisz się mnie? Mam dość tego ciągłego biadolenia o tym, że nie powinniśmy i tak dalej. Więc z łaski swojej rusz ten tyłek, zjedz śniadanie a później ubierze się i spakuj bo dziś wylatujemy. Koniec i kropka!- Joe jeszcze nigdy nie widziała Marco w takim apodyktycznym stanie. Nie bała się Jego nagłego ataku lecz zawstydzona posłuchała uważnie Jego wypowiedzi siadając cicho do stołu.

***
I jest! Mam nadzieję, że się podoba choć trochę?
NEXT=7 komentarzy
Buziole:**

piątek, 17 kwietnia 2015

SZESNAŚCIE

"Kochasz mnie- szepczę. Jego oczy stają się jeszcze większe. Bierze głęboki oddech. Wygląda na udręczonego i bezbronnego. - Tak odpowiada szeptem. - Kocham. "
E.L. James


Nie mogąc uspokoić swych rozkołatanych nerwów Johanna Levy przemierzała każdy najmniejszy kąt swego mieszkania wyczekując na Reusa. Mimo, iż była późna pora, pomimo, iż nie dostała żadnego odzewu ze strony blondyna wiedziała, że przyjedzie. Po prostu wiedziała. Gdy rozległo się więc pukanie do drzwi nie miała najmniejszych wątpliwości kto za nimi stoi, nie musiała wcale patrzeć przez wizjer uchyliła Je nieznacznie by wpuścić Marco do środka i prowadząc Go za sobą do salonu rozmyślała co Mu powiedzieć.
-Joe, stało się coś prawda? No tak, przecież nie wzywałabyś mnie tu o pierwszej w nocy.
-Usiądź proszę. Była u mnie Lena.- odparła zerkając znad swych długich rzęs na blondyna. Wyglądał na totalnie zaskoczonego, tak jakby Joe przed chwilą ogłosiła przyjazd Królowej Angielskiej.- Zerwałeś z Nią?- zapytała.
-Tak, oczywiście, że tak. Sądzisz, że mógłbym grać na dwa fronty?- Marco zadał pytanie obdarzając blondynkę ciekawskim spojrzeniem od którego zrobiło Jej się głupio i oblała się purpurą na twarzy.
-Wierzę Ci, przepraszam że o to zapytałam. Po prostu była tu Lena i powiedziała, że zniszczyłam Wasz związek. -wyszeptała po cichu dziewczyna wpatrując się w swe czerwone paznokcie.
Nastała długa krępująca cisza, której nikt nie miał zamiaru przerwać. To było gorsze od najgorszych tortur świata. Czuć każdy oddech, każde najmniejsze tykanie zegara i brzdęk muchy. Marco jednak wypuszczając ze świstem powietrze z płuc postanowił dać upust swym myślom, które kłębiły Mu się w głowie.
-To moja wina- oznajmił spoglądając na blondynkę. -Mogłem Jej od razu powiedzieć. To wszystko stało się tak szybko, Ona wyjechała na tydzień a my... no wiesz. Nie chciałem rozmawiać na ten temat przez telefon ale wczoraj gdy przyjechała i zaczęła mnie całować musiałem zareagować.- na dźwięk wypowiadanych słów Joe poczuła jak każdy mięsień Jej ciała spina się w maksymalnym skurczu. Czy była zazdrosna? Tak i to chorobliwie a zwłaszcza o Lenę. Osobę, której nienawidziła całym sercem od samego początku ich znajomości.
-Marco jest jeszcze coś- wyszeptała dziewczyna- Ona ma zamiar wszystkim powiedzieć.
Młody Niemiec podniósł wzrok na dziewczynę krzyżując palce dłoni na swych kolanach. Johanna nie odrywała od Niego wzroku przerażona wyczekując co zaraz ma nastąpić.
-Wstydzisz się mnie?- zapytał również nie tracąc kontaktu wzrokowego.
-Co? Nie, oczywiście, że nie. Ale....to nie będzie dobre. Wszyscy dowiedzą się o tym, że zdradziłeś Ją, że ja zachowuje się jak ostatnia ladacznica.
-Przestań! Przecież wcale tak nie było.- zaoponował blondyn.
-Ale to jest Lena. Ona nie cofnie się przed niczym rozumiesz? Kobieta z zazdrości jest w stanie zrobić naprawdę mnóstwo głupich rzeczy.

Wstał z miejsca przemierzając nerwowo salon. Rozgłos w mediach wcale nie był Mu potrzebny, bronił swego życia prywatnego najbardziej jak się dało a informacja o Jego rzekomej zdradzie nie przysporzyłaby Mu sojuszników.
-Marco? Powiesz coś?- zapytała dziewczyna ledwo słyszalnie spoglądając na sylwetkę obróconego do Niej plecami piłkarza.
-Panno Levy- zaczął kucając tuż przed dziewczyną, wziął roztrzęsioną dłoń Joe by oddać jak najbardziej swe szczere intencje. - To ja jestem Marco Reus i mogę naprawdę dużo. Moja cierpliwość też ma granice i jeżeli Lena postara się skutecznie aby Je przekroczyć to mimo tego co Nas łączyło nie zawaham się o wymierzenie kary dla Niej. To będą oszczerstwa i zapłaci Nam za to, obiecuję.
****
-Powinnaś więcej jeść- oznajmił blondyn spoglądając co chwila na talerz dziewczyny, z którego nic a nic nie ubywało.
-Jak jesteś bardzo głodny, możesz zjeść moją porcję- odrzekła Joe przysuwając talerz bliżej Marco. Uśmiechnęła się nieznacznie i podpierając się łokciami o stół złapała się dłońmi o podbródek.
Mrużąc posępnie oczy wpatrywał się w oblicze Niemki nieco skonsternowany. W najmniej oczekiwanym momencie potrafiła Go zirytować tak, że nie miał nic na swoją obronę. Dlaczego więc Go zainteresowała? Sam tego nie wiedział, po prostu z Joe było inaczej niż z lawiną innych dziewczyn. Ona nie obsypywała Go mnóstwem komplementów i nie wzdychała jaki to Marco Reus jest cudowny. To Ona była cudowna. Urocza Joe z którą można było porozmawiać na wszystkie tematy, gdy trzeba było potrafiła pocieszyć , z kolei gdy rozśmieszał Ją nie wstydziła się śmiać do rozpuku nie patrząc na to co ludzie powiedzą.
- Powinniśmy iść spać, już naprawdę późno- odrzekła badając spojrzenie blondyna, które dość długo spoczywało na Jej twarzy.- Chcesz się pierwszy wykąpać? Ja i tak muszę jeszcze iść naładować telefon więc nie krępuj się.- uśmiechnęła się wstając od stołu.
-Zaraz, zaraz- zatarasował Jej drogę zatrzymując tym samym na środku kuchni.- Woda jest taka droga w dzisiejszych czasach- uniósł teatralnie oczy do góry by oddać powagę sytuacji. -Trzeba Ją oszczędzać- poruszając zabawnie brwiami Jego twarz wykrzywiła się w cwaniackim uśmieszku.
-Chcesz mi powiedzieć, że nie będziesz się kąpał? Nie ma sprawy- blondynka dobrze wiedząc co się święci nachyliła się pod ramieniem Marco by oddalić się w stronę łazienki.
-Joe!- dopadł Ją równie szybko co zdąży;a się wymknąć. Łapiąc ją w talii przerzucił przez ramię jak worek ziemniaków.-Miałem na myśli co innego.
-Reus puszczaj mnie ty mięśniaku jeden! Ja muszę jutro wcześnie wstać a Tobie się zebrało na amory! Puszczaj słyszysz?!- krzyczała udawając tylko rozwścieczenie.
-Amory? Głodnemu chleb na myśli perełko. Miałem zamiar tylko zrobić to!- stawiając ubraną dziewczynę pod prysznicem ochlapał Ją wodą, którą odkręcił z prysznicowego urządzenia.
-Marco! Zabiję Cię! Chodź tutaj!- wydostając się z trudem z potoku ciepłej wody pociągnęła blondyna do siebie.- Nie ma tak dobrze. Twoje gacie również będą mokre!- krzyczała lokując piłkarza pod ścianą.
Blondyn na chwilę spoważniał ujmując dziewczynę mocno w talii.
-Masz mokre majtki?- zapytał po raz kolejny tego wieczora poruszając brwiami. Jego dłonie z talii dziewczyny powędrowały tuż po biodrach na pupę Joe mocno napierając na Nią. Zbliżył swe mokre usta do malinowych warg blondynki wpijając się w Nie z całym uczuciem.
***
-Dobranoc JOE.

-Dobranoc Marco.
*********************************
Heii;*
Ozdrowiałam troszkę wiesz postanowiłam co dodać. Mam nadzieję, że jako tako wyszło.
Przeczuwacie co może wydarzyć się w ciągu dalszym? Czekam na Wasze przemyślenia w komentarzach ;)
Zapraszam też na mojego drugiego bloga;)
Buziaki! <3

sobota, 21 marca 2015

PIĘTNAŚCIE

TYDZIEŃ PÓŹNIEJ

Leżała nieruchomo wpatrując się bezwiednie w sufit. Nie mogąc wykonać jakiegokolwiek ruchu próbowała uporządkować swe myśli. Dłonie blondyna ciasno przywarły do Jej talii toteż nie chcąc Go obudzić postanowiła się nie ruszać. To już ich trzecia randka w tym tygodniu i choć Joe powinna cieszyć się z takiego obrotu sprawy to wcale tak nie było. Ich spotkania miały tylko i wyłącznie charakter seksualny, przynajmniej z punktu widzenia dziewczyny. Przecież nie tak to sobie wyobrażała, z natury marzycielka i romantyczka pragnęła wielkiej miłości aż po grób a nie tylko i wyłącznie zbliżeń cielesnych. Zawsze myślała, że seks jest dodatkiem a nie głównym źródłem uczucia. Zawsze kiedy postanowi sobie, że ograniczy bliskie relacje jakie łączą Ją z Reusem plan znika gdzieś gdy tylko spojrzy w cholernie hipnotyzujące oczy Niemca. Jej serce błagało o litość a nogi odmawiają posłuszeństwa uginając się pod ciężarem ciała. Rozmyślając o uczuciach jakimi obdarzyła Marco spostrzegła, że główny bohater powoli otwiera swe zaspane powieki.
-Joe. Wyspałaś się?- zapytał z charakterystyczną w swym głosie ranną chrypką.
Blondynka mruknęła potwierdzająco kłamiąc jak z nut. Prawda była taka, iż prawie wcale nie spała tej nocy. Podczas gdy po namiętnych chwilach Reus usnął jak dziecko Ona nie dawała spokoju swoim myślom.
-Nie wyglądasz najlepiej- odrzekł Niemiec zwracając te słowa do Johanny.
-Nic mi nie jest. Po prostu jestem...obolała- wymyśliła na poczekaniu, z kolei piłkarz wykrzywił twarz w szerokim uśmiechu pokazując szereg swoich białych zębów.
-Możemy jakoś temu zaradzić- stwierdził Marco skubiąc płatek ucha dziewczyny. Przytwierdzona i przygnieciona do łóżka Joe nie miała szans na ucieczkę.
-Lubię Twoją skórę w tym miejscu- szepnął wprost w zagłębienie Jej szyi.
-Marco, nie- próbowała protestować lecz piłkarz najzwyczajniej w świecie albo nie zamierzał Jej słuchać albo była zbyt mało przekonywająca. Wystarczyło tylko parę sekund by gołe ramię blondynki zostało obcałowane przez blondyna.
-Co się stało?Myślałem, że też tego chcesz- odparł zdziwiony patrząc z dezorientacją na Niemkę, która okrywając się kołdrą szukała na podłodze swoich ubrań.
-Nie chcę....To znaczy nie w ten sposób. Każdy chce mnie wypróbować, żeby później móc porzucić i zmienić na nowszy model. Zrozum mnie, po przeżyciach z Mario oczekuję czegoś innego w związku niż przygodny seks.
-Przygodny?....Ok, Joe. Kochałaś się ze mną dlatego, żebym nie odszedł?Naprawdę myślałaś, że jeśli mnie nie zadowolisz to będzie koniec?- wlepiając swe źrenice w postać dziewczyny spostrzegł jak Joe podchodzi do okna spoglądając gdzieś w dal. Nie wiedziała co powiedzieć, czy blondyn miał rację? W zasadzie nie, sama pragnęła zbliżyć się do Reusa. Nie z obawy przed utratą lecz tak po prostu. Marco był przystojnym mężczyzną, którego osoba pociągała Ją fizycznie.
-To nie tak. Sama też tego chciałam ale nie wiem w jakim miejscu jestem. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że powinniśmy skończyć ten romans ale nie jestem w stanie.
Niemiec podchodząc bliżej blondynki zmusił Ją przez podniesienie podbródka by na Niego spojrzała.
-Hej Joe. Musisz mi mówić o takich rzeczach.
***
Sprzątała swe mieszkanie z nadzieją, że w ciągu godziny doprowadzi Je do porządku. Wszędzie walały się sterty ubrań do wyprasowania a naczynia błagały o włożenie do zmywarki. Ledwo Joe zaczęła sprzątać gdy usłyszała dzwonek do drzwi, przystanęła na chwilę wyłączając uruchomiony odkurzacz czy aby na pewno się nie przesłyszała. Jednak za kilka sekund sygnał znów się uruchomił. Zbiegając ze schodów podeszła do drzwi i ujrzała tam najbardziej niespodziewanego gościa pod słońcem.
-Lena?
-Johanna- odparła dziewczyna mrużąc przy tym posępnie oczy.- Wpuścisz mnie?-
Młoda Niemka otwierając szeroko drzwi pozwoliła nieproszonemu gościowi zgłębić tajniki Jej własnego mieszkania.
-Napijesz się czegoś?- Joe zachowując dobre maniery wprowadziła dziewczynę do salonu by ta rozsiadła się na wygodnej sofie.
-Nie przyszłam tutaj na pogaduszki- odparła złowrogo Niemka spoglądając na blondynkę z ukosa.
Wypuszczając zbyt głośno powietrze Johanna obawiała się najgorszego-Co więc Cię tu sprowadza?
-Spotykasz się z moim Marco?- zapytała kładąc nacisk na przedostatnie słowo.
Blondynka mrugając szybko powiekami zdała sobie sprawę do czego dziewczyna zmierza. Nie odpowiadając na pytanie, które przecież było oczywiste wlepiła swój wzrok w dłonie.
-Więc to prawda. Romansujesz z Nim.- rzekła Lena opierając się coraz swobodniej na sofie.

-Ro-Romansujesz?- powtórzyła Joe jakby nie zrozumiała sensu wypowiadanych słów.
-Tak mała zdziro! To ja byłam z Reusem. Wystarczyło, że tylko wyjechałam na tydzień do rodziców a Ty już owinęłaś sobie Go wokół palca.
-To nie tak. Nie wiedziałam, że nadal jesteście razem. Lena przecież.....
-A co Ty sobie wyobrażałaś, że rzuci mnie dla Ciebie? No proszę Cię, spójrz na siebie. Chciał się tylko Tobą zabawić a po wszystkim i tak wróciłby do mnie. Ale nie będę tego tolerować. Wszyscy dowiedzą się o Waszym płomiennym romansie i to z jak najgorszej strony, już ja tego dopilnuję- Lena podrywając swoje ciało z sofy ruszyła do drzwi zatrzaskując Je z wyraźnym hukiem.
Johanna natomiast długo jeszcze po wizycie dziewczyny nie mogła dojść do siebie. Chodząc nerwowo w kółko po salonie próbowała poskładać swe niesforne myśli. Złapała w końcu telefon wybierając numer do Marco. Jednak blondyn nie odbierał, włączyła się automatyczna sekretarka prosząca o zostawienie wiadomości na poczcie głosowej.



"Cześć Marco. Jak tylko odsłuchasz wiadomość, proszę przyjedź do mnie. Wiem, że jest już późno ale to nie jest rozmowa na telefon. Czekam, Joe"
**************************************
Heii ;)
Ma nadzieję, że nie przeszkadza Wam to przeniesienie się w czasie o tydzień:) Po prostu nie chciałam, żeby się ciągło to godzenie jak flaki z olejem toteż postanowiłam od razu przystąpić do akcji:)
Czekam na Waszą opinię ;)
Bye <3

sobota, 7 marca 2015

CZTERNAŚCIE

Ile razy w Twym życiu byłaś na rozstaju dróg? Ile razy czułaś się tak bezradna, że z tej niemocy płakałaś po kątach? Móc być tak blisko własnego szczęścia a nie móc nawet Go dotknąć choć na milimetr- taka sytuacja prześladowała Joe każdego ranka po przebudzeniu.
Po namiętnej nocy z blondynem, który zapewnił Ją o jakże ważnych planach wobec Niej kontakt urwał się 
niemiłosiernie szybko. Dawna Johanna cieszyłaby się z tego powodu, przecież problem zniknął Marco się 
nie odzywa więc sprawa jest jasna, dał sobie spokój. Dlaczego więc blondynka każdą wolną minutę spędza
na myśleniu tylko o tej jednej osobie? Czy jest ktoś w stanie to wytłumaczyć dlaczego nie śpi po nocach 
wpatrując się smętnie w miejsce obok, na którym niedawno obserwowała miarowo unoszącą się klatkę blondyna?.
-Joe, tu ziemia!- odezwała się Kathy, która od dobrych dwóch minut przemawiała bez skutku do dziewczyny. 
Gdy Niemka się ocknęła zdała sobie sprawę, że po raz kolejny zatonęła w swoim własnym świecie.
-Przepraszam, zamyśliłam się- odparła spoglądając na stertę dokumentów, które przyszło Jej porządkować 
tego dnia. Na samą myśl siedzenia tu do wieczora odechciewało Jej się wszystkiego.
-Co się z Tobą dzieje ostatnio? Pakuj się i idź do domu, nic tu po Tobie, ja dokończę- Joe chciała odmówić 
lecz zdała sobie sprawę, że naprawdę jest przemęczona i nic nie wskóra. Pakując więc swój telefon do 
torby, pożegnała się z Kathy i wyszła w zimne zakamarki Dortmundu. Swe kroki miała zamiar skierować do 
domu, lecz ostatnimi czasy Jej własne lokum służyło tylko i wyłącznie do rozmyśleń oraz użalania się nad sobą 
toteż rezygnując z tego pomysłu przypomniała sobie, iż Jej lodówka świeci pustkami. Najbliższy cel- zakupy.
***
Wjeżdżając ruchomymi schodami  w stronę centrum handlowego tuż przy ladzie jednego ze sklepów 
odzieżowych ujrzała znajomą postać. Momentalnie poczuła przyspieszony puls co nie zwiastowało nic 
dobrego. Zakrywając swój prawy profil blond włosami ruszyła do przodu w nadzieji, że nikt ani nic Jej tego
dnia nie zatrzyma. Jednak dziwne zachowanie Joe dostrzegło kilku ludzi dookoła. Najgorszy jednak był 
osobnik, który w tym momencie odchodził od kasy w sklepie.
-Joe?!- zapytał blondyn przyglądając się sylwetce Niemki, która stanęła jak wryta na dźwięk 
wypowiadanego imienia. Wypuszczając ze świstem powietrze z płuc odwróciła się na pięcie uśmiechając 
się zdradliwie do Marco. Nie wiedziała nawet za bardzo co mówić, gdyż sytuacja ich znajomości była co
najmniej skomplikowana. Blondyn natomiast wiedział doskonale co robić, gdy upewnił się, że stoi przed 
Nim ta sama osoba o której myślał. Pocałował Johannę przelotnie w usta, zupełnie tak jak całują się te wszystkie 
pary, które obiecują sobie miłość aż po grób. Zdezorientowana dziewczyna wpatrywała się w Reusa jak w 
nieodgadnioną zagadkę. Jeszcze kilka godzin temu obiecywała sobie dystans do tych wszystkich spraw a On 
teraz tak po prostu podchodzi po kilku dniach bez kontaktu i całuje Ją na oczach tych wszystkich ludzi?
-Spieszę się, cześć- stwierdziła zmieniając kierunek swego celu. Momentalnie odechciało Jej się zakupów, 
już wolała smętnie wpatrywać się w kolejny żałośnie nudny serial.
-Zaczekaj- droga zatarasowana przez Reusa poskutkowała kolejnym zatrzymaniem się przed blondynem.
-Co chcesz?- odburknęła nie zdając sobie sprawy, iż jest zdolna do tak oschłego tonu.
-Może na początek kawa a potem...kto wie?- zapytał retorycznie poruszając zabawnie brwiami na co 
dziewczyna tylko wzniosła oczy ku niebu.
-Nie do wiary, jesteś taki sam jak wszyscy. Myślałam, naprawdę uważałam Cię za mądrego faceta Marco a 
tu taka niespodzianka. Najpierw śpisz ze mną, mówiąc że wszystko będzie dobrze. Tłumaczysz, że nie mam 
przejmować się Mario i nie odzywasz się ładnych kilka dni. A teraz co? Nadarza się znów okazja więc 
chcesz powtórzyć sztuczkę? Na pewno nie ze mną! Żegnam.
Odkręcając się dookoła własnej osi zjechała w dół ruchomymi schodami użalając się znów nad sobą jaka to mogła być naiwna wierząc kolejnemu piłkarzowi.
Nie zdawała sobie nawet sprawy z tego, że ciągnie za sobą towarzystwo. Stojąc jednak na czerwonych 
światłach wyczuła obecność blondyna, który był stanowczo za blisko.
-Przyszłaś chyba zrobić zakupy, prawda?- zapytał wywołując na twarzy dziewczyny wyraźną konsternację.
-Naprawdę Marco? Na tyle Cię stać?- zapatrzyła się na blondyna przegapiając zielone światło na przejściu 
dla pieszych. Zapomniała o całym świecie, jedynym Jej celem było nawrzeszczeć na Reusa tak aby 
wreszcie zmądrzał.
-Uspokój się- odparł prowadząc Joe za łokieć- Jak zwykle wiesz wszystko najlepiej i niczego nie dasz sobie 
przetłumaczyć.
-Co mam sobie tłumaczyć? Zabawiłeś się mną i tyle. Na przyszły raz nie wmawiaj dziewczynom tych 
wszystkich farmazonów, po prostu jak chcesz się z kimś przespać to zrób to. Bez zobowiązań, niektórym
 Paniom to pasuje.
-A Tobie?- zapytał lecz po chwili zgromiony przez blondynkę zdał sobie sprawę, że nie było to najlepszym 
posunięciem. -Przestań, żartowałem. Joe!- krzyknął za dziewczyną, która już dawno oddalała się od Niego.
-Posłuchaj mnie uważnie, nie jestem taki. Nie odzywałem się, bo miałem problemy.
Dla Johanny najwyraźniej ta odpowiedź nie była satysfakcjonująca. Zamiast współczuć blondynowi naparła
 na Niego z jeszcze większą siłą.
-I byłeś tak zaabsorbowany, że głupiego sms-a nie mogłeś wysłać? Wiesz co? Przyjaciele są od tego aby im
 ufać. Jeżeli myślałeś, że nie zrozumiem tego to przykro mi Marco. To nie ma sensu.
-Joe, proszę Cię. Znów wracamy do punktu wyjścia?
-Do niczego nie wracamy, bo niczego nie było, rozumiesz? To wszystko jest bezsensowne I bez przyszłości. 
Nie chcę każdego dnia się zastanawiać czy się odezwiesz czy nie.
-Myślałaś o mnie?- podchodząc bliżej dziewczyna wyczuła aromatyczny zapach perfum tuż przy swoich nozdrzach.
-Może tak, może nie- odparła cwaniacko gdy Jej kąciki ust uniosły się ku górze w wielki uśmiech.

Uwielbiał Jej malinowe usta toteż nie miał żadnych oporów aby Ją tam pocałować. Tym razem pocałunek 
był bardziej subtelny, wyrafinowany I zdecydowanie dłuższy.
-Chodźmy na kawę- stwierdził nadal trzymając dziewczynę w głębokim uścisku.

************************
Przepraszam jeśli ktokolwiek myślał, że po ostatnim rozdziale będzie od razu malinowo:)
Jakieś sugestie co do ciągu dalszego? Dojdą do porozumienia czy nie? Oto jest pytanie:)
Pozdrawiam, Kalina <3

piątek, 20 lutego 2015

TRZYNAŚCIE

ROZDZIAŁ DLA LUDZI O MOCNYCH NERWACH.!!!
SCENY +18.

-Nadal w siebie nie wierzysz?- zapytał Reus trafiając w sedno problemu. Jak zwykle zresztą ta blond 
czupryna jakby miała rentgena w oczach. Blondynka wypuściła tylko z siebie powietrze wdychając po chwili
 woń Dortmundzkiego miasta. Już miała coś powiedzieć gdy poczuła zbliżającą się sylwetkę Reusa. Zaczęła
 szybciej oddychać gdyż wiedziała do czego blondyn zmierza.
***
-Marco nie- za wczasu blondynka postanowiła odwrócić głowę by nie doszło do zbliżenia fizycznego. Znała 
doskonale swój organizm i wiedziała jak Niemiec działa na Jej ciało. Momentalnie się nastroszyła dostając
ciarek na swoim ciele.
-Ale co nie?- blondyn złapał Jej podbródek tak by mieć wgląd w Jej zielone oczy. Robił to specjalnie, widział 
zachowanie Joe zawsze gdy był blisko. Kokietował Ją? Być może, nie miał zamiaru przestać gdyż strasznie Mu 
się to podobało.
- Musisz to robić?Jesteś strasznie pewny siebie i nie liczysz się z moim zdaniem- szeptała dziewczyna prosto 
 w usta Reusa by tylko nie spojrzeć w magnetyczne oczy blond chłopaka.
Marco w odpowiedzi mruknął tylko wkładając swą chłodną dłoń pod koszulkę Johanny. Drgnęła nieco 
sparaliżowana nagłym zwrotem akcji. Była za blisko, stanowczo za blisko, gdy Reus postanowił musnąć Jej 
wargi miała wrażenie, że odpływa gdzieś daleko.
-Jesteś okropny i tak bardzo Cię nienawidzę- stwierdziła rzucając się na Niemca  jakby brała udział w
polowaniu na dziką zwierzynę. Ujęła twarz Marco w obie dłonie następnie dając upust emocjom zamknęła 
oczy całując namiętnie towarzysza. Czuła lodowate ręce na całym swoim ciele, to uczucie było tak
niesamowicie ekscytujące, że nie wiedziała co się dzieje.
-Chyba powinniśmy iść do domu- powiedziała klubowa jedenastka w przerwie na kolejne namiętne pocałunki.
Do umysłu blondynki powoli dochodziły sygnały co właściwie się stało. Po raz kolejny nie potrafiła się
opanować miłosnym wzlotom. Tak nie zachowuje się żadna normalna dziewczyna, to niemoralne aż po kres
możliwości. Wstała z miejsca lecz jak na złość Marco podążał tuż przy Niej. Szedł z Nią krok w krok jakby to 
było dla niego czymś oczywistym, że i On ma wstęp do Jej domu. Szli w ciszy, Ona uspokajała siebie w myśli 
głęboko oddychając  a On ukradkiem spoglądał na Jej zawstydzoną twarz spoglądającą na czubki swych 
butów. Gdy doszli na miejsce dziewczyna zatrzymała się tuż przed drzwiami. Odkluczyła Je zgrabnym ruchem 
ręki wchodząc tuż na hol.
-Wejdziesz?- zapytała odważając się by zwrócić swój wzrok na twarz Marco. Dla Niego oczywiste było to, że 
ma to zrobić. Nie dawając jakiejkolwiek odpowiedzi wtargnął do mieszkania jak do siebie.  Zdjął kurtkę 
wieszając Ją na wieszak w korytarzu, dziewczyna natomiast zbliżyła się do elektrycznego czajnika  by wstawić
 wodę . Najlepiej byłoby zaparzyć melisę na uspokojenie- pomyślała sięgając do szafki po kartonik z wybraną 
herbatą. Ledwo zdążyła włożyć saszetkę do kubka gdy poczuła kolejny raz tego wieczoru dłonie blondyna na
swoim ciele. Reus był bardzo skoncentrowany na Jej osobie i nie zamierzał pić jakiejś  herbatki podczas gdy
 miał taką dziewczynę obok siebie. Odwrócił Ją gwałtownym ruchem , tak by ich twarze znów doznały 
namiętnego pocałunku po czym dotykając Jej pośladków uniósł Ją do góry sadzając na kuchenny blat.
-Nie lubię tej koszulki- stwierdził by już po chwili rzucając odzież gdzieś w kąt mógł całować ramiona blondynki.
-Marcooo nie tutaj- odparła dziewczyna, która zdała sobie sprawę, że choćby walczyła nie wiadomo jak to i 
tak ulegnie czarowi chłopaka. Oplotła swymi nogami Jego biodra by po chwili znaleźć się w swej własnej 
sypialni. Wystarczyło parę chwil by pozbyć się ubrań i rozkoszować  chwilą intymności. Zachowywali się jak
kochankowie którzy zobaczyli się po bardzo długiej rozłące, Reus nie mógł przestać całować każdego skrawka 
ciała dziewczyny a Jej najprawdopodobniej bardzo się to podobało.
***
Otworzyła swe ociężałe powieki rozpoznając swą sypialnię, po której porozrzucane były dowody ostatniej 
nocy. Potarła swe zaspany oczy w nadzieji, że jak za pociągnieciem magicznej różdżki wymaże wszystko z pamięci.
-Wyspałaś się? Chyba nie dałem Ci za bardzo spać, co?- usłyszała głos z charakterystyczną chrypką, która 
charakteryzowała obecność tylko jednej osoby.
Reus. Gdy Joe obróciła swą głowę w kierunku Marco od razu tego pożałowała. Podpierając się na łokciu 
patrzył na Nią tak jakby nic się nie stało. Poruszając zabawnie brwiami wlepił wzrok w Jej dekolt, który ledwie 
był zakryty białą kołdrą. On nie martwił się swą nagością toteż z odsłoniętą klatką piersiową  działał na 
Johannę pobudzająco. Okryła się szczelniej kołdrą podciągając kolana aż po samą brodę. Nie mogła znieść 
tego, że po raz enty dała się wmanewrować w stosunek z najlepszym przyjacielem Jej byłego chłopaka.
-No przestań już, chodź tu- objął Ją ramieniem po czym przyciągnął do siebie tak by Jej platynowe włosy 
spoczywały na Jego wcześniej wspomnianej klatce piersiowej. Zaczął bawić się Jej poskręcanymi kosmykami 
 co wywołało u Niej uczucie bezpieczeństwa.
-Co teraz będzie?- zapytała po cichu bardziej do siebie lecz miała tego pecha, iż Niemiec usłyszał pytanie.

-A co ma być? Zjemy razem śniadanie a potem mam trening.- odpowiedział tak jakby pytanie było tak naiwnie
 proste niczym "Jaką mamy dzisiaj pogodę?".
-Może Ty żyjesz tylko chwilą ale ja patrzę trochę dalej w przyszłość. Dałam się znów omotać jak jakaś naiwna 
 kretynka. W myślach pewnie masz niezły ubaw z mojego głupiego postępowania a ja umieram z niepokoju co 
jest ze mną nie tak- wstała z łóżka ciągnąc za sobą kołdrę. Postanowiła wziąć poranny prysznic w celu zmycia 
z siebie poczucia winy. Nie zdawała sobie sprawy, że już dawno Jej  łzy mieszały się z wodą lejącą się 
strumieniem z prysznica. Kończąc swą kąpiel owinęła swe ciało różowym, puszystym szlafrokiem i wyszła z
 łazienki. Na tarasie swą obecność ukazał blondyn zapraszając dziewczynę do stołu, na którym widniało już śniadanie.
-Usiądź i posłuchaj mnie uważnie- zaczął przybierając poważny wyraz twarzy. -Może rzeczywiście ostatnio 
zachowywałem się jak zbyt pewny siebie macho ale to nie znaczy, że mam zamiar wyrywać panienki na jedną noc.
-Więc co masz zamiar robić?- zapytała nie wytrzymując ciągłego niepokoju.-Co my właściwie wyczyniamy 
Marco? Pocałowałam Cię, tłumaczyłam sobie, że to była presja chwili. Potem przespaliśmy się ze sobą. Ok, to 
była impreza, byliśmy pijani. Ale co teraz? Zarówno ja i Ty byliśmy trzeźwi, nie ma żadnego wytłumaczenia.
-Naprawdę tego nie widzisz Joe? Oszukujesz sama siebie, tłumaczysz sobie ten pocałunek i całą resztę jakby 
to naprawdę była zbrodnia. Prawda jest taka, że ciągnie Nas do siebie.
-Przestań, chyba zapominasz kim jestem. To ja, Johanna Levy  była dziewczyna Twego przyjaciela, którą tak 
bardzo nienawidzi.
-Była, właśnie była! Zdaję sobie sprawę, że nie podrywa się dziewczyn kumplom ale stało się. Cholera! 
Przecież nic Was nie łączy... Mario może być w szoku ale zrozumie.
-Nic nie rozumiesz, nie znasz Go od tej strony, On mnie nie cierpi...

****************
Heii:*
No cóż komentarzy coraz mniej ale wierzę, że to wina ferii, nauki i takich tam. :)
No mam taką cicha nadzieję:)
Jak podoba się rozdział?
Kiss:*
Kalina <3

piątek, 6 lutego 2015

DWANAŚCIE

Jestem zazdrosna o każdą dziewczynę, którą przytuliłeś, bo przez jedną chwile miała w swoich ramionach cały mój świat.

Kilka dni po powrocie do Dortmundu Joe chciała jak najszybciej wymazać z pamięci przykry

incydent, który spotkał Ją na urlopie. Nie mogła darować sobie tej myśli jak mogła być tak głupia i

 przespać się z Reusem. Po tym wszystkim tak po prostu zaśmiał Jej się w twarz zakładając kłódkę

miłości razem z Leną. Ten pobyt był niewątpliwie wpisany na listę: ZAPOMNIEĆ JAK 

NAJSZYBCIEJ I NIE ROBIĆ WIĘCEJ TAKICH GŁUPSTW. Jednakże gdy chcemy żeby coś

szło po naszej myśli to zawsze jest odwrotnie. Tak i było też tym razem. Johanna była umówiona z

Maggie na damskie ploty toteż wybrała się do przyjaciółki w odwiedziny. Gdy weszła swobodnie do

salonu młodej Niemki ujrzała tak najbardziej irytującą osobę pod słońcem. Samego Marco Reusa.  W

 tym samym momencie gdy ich oczy się spotkały oniemiała i stanęła w miejscu jak szklany posąg,

tak bardzo chciała omijać Go szerokim łukiem.

-Miło Cię widzieć Joe-zakomunikował blondyn obdarzając blondynkę swoim niezwykle cwaniackim uśmiechem.


Jako że dziewczyna postanowiła przyjąć pozycję bierną oczekującą na zwrot wydarzeń nie

odpowiedziała nic tylko uśmiechnęła się fałszywie i usiadła na sofie. Miała nadzieję, że jakoś uda Jej

 się wymknąć niepostrzeżenie z posesji siostry Marco lecz nagle syn Maggie zaczął płakać i starsza

 kopia Reus musiała iść uspokoić małego.

-Och, Joe wyglądasz tak niewinnie rumieniąc się przy mnie- stwierdził Marco siadając obok

 blondynki, stanowczo za blisko.

-Och, Marco zaraz Ty się możesz przyrumienić gdy opowiem o wszystkim Lenie- rzekła dziewczyna

 udawajac swoją rolę niczym w marnym teatrze.

-Dobra, uspokój się przecież to tylko głupie żarty- odparł blondyn sadowiąc się wygodnie na kanapie.

-Ach tak? Masz bardzo ciekawe poczucie humoru. Nie wiedziałam, że tak dla żartu idzie się z kimś 

do łóżka. Zastanowiłabym się sto razy zanim bym to zrobiła.

-Nie udawaj niewiniątka. To, że byłaś pijana o niczym nie świadczy, ja też byłem. W normalnej

 sytuacji bym tego nie zrobił- odparł  a Joe poczuła jak fala goryczy napływa do Jej serca. Te słowa

 oznaczały tylko, iż gdyby nie było Leny  nic takiego I tak nie miałoby miejsca we współczesnym

świecie. Jakie to było upokarzające usłyszeć  coś takiego od mężczyzny do którego tli się jakieś tam

 uczucie.

-Muszę zbierać się do domu, mam pełno pracy- postanowiła wybrnąć z problemu sięgając po swoją

torbę.-Przeproś Maggie w moim imieniu.

-Poczekaj, odprowadzę Cię już późno. Przyszłaś pieszo?- zapytał ubierając już  buty przy wyjściu.

-Tak, ale Marco nie potrzebnie się fatygujesz. Dam sobie radę- próbowała wyjść z opresji. Przecież

 specjalnie od Niego uciekała a blondyn po prostu przyczepił się jak rzep psiego ogona.

-Nie marudź już zdecydowałem. Napiszę tylko Maggie sms-a żeby się nie denerwowała I idziemy-

stwierdził a Johanna z trudem uznała, że Reus czasem bywa troskliwym człowiekiem.
***
-Nic nie będziesz teraz mówić? Jak już chciałeś mnie odprowadzić to może wydusisz coś z siebie?- 

zapytała siląc się na delikatne uniesienie kącików ust.

-Co mam Ci mówić? Przecież nawet nie masz ochoty ze mną rozmawiać.

-No nie mam- odparła lecz tak jakoś Reus wydał Jej się nieswój. Blondyn nigdy nie chodził, smutny

 czy też przygnębiony. Zawsze był to efekt krótkotrwały bo uważał, że szkoda życia na smutki.

-No dobrze powiedzmy, że dziś jest dzień dobroci i mówimy sobie co Nam na sercu leży- odparła

spoglądając na blondyna.- Ty zaczynasz

-Możemy zwolnić?- zapytał siadając na ławce. Na twarzy Niemca uwidocznił się wyraźny grymas

bólu przy zginaniu nóg w kolanach.

-Coś Ci jest? Dobrze się czujesz?- zapytała swą reakcją. Co Ją to przecież obchodziło? Po tym co

zrobił Jej blondyn powinna nasłać na Niego pancerny czołg i jeszcze sprawdzić czy dobrze Go

rozjechał. Jednak fakt, że kobieta zmienną jest wpasował się jak ulał. Dziewczyna nie potrafiła

przejść obojętnie obok krzywdy ludzkiej toteż postanowiła wysłuchać Niemca mimo wszystko.

-Nie Joe. Niedobrze. Na ostatnim meczu naderwałem więzadło i zbytnio nie mogę się poruszać. 

Cholera jasna mnie bierze gdyż znów 3 tygodnie pauzuję. Coraz częściej mi się to zdarza i boję się, 

że przyjdzie taki dzień gdy Klopp po prostu postawi na lepszego zawodnika, który nie ma takich 

skłonności do kontuzji.

W pierwszym momencie Johanna była wściekła na Marco, iż na siłę chciał Ją odprowadzić. Bolała

Go noga i szedł parę kilometrów tylko po to, by się przejść? Miała ochotę Go udusić aczkolwiek

wyznanie Reusa było tak szczere i pełne rozpaczy, że gdyby nie Jej duma to sama by się rozpłakała.

-Przestań, kto nie ryzykuje ten nic nie ma. Gdybyś się nie poświęcił, nie byłoby tej kontuzji. Zrobiłeś 

to w dobrym celu i opłaciło się, wygraliście przecież. Zapewniam Cię, że Klopp nie zrezygnuje z 

Ciebie, bo wystarczy że ktokolwiek o Ciebie zapyta to zawsze Juergen opowiada jakim to jesteś 

wspaniałym zawodnikiem.

Nastała cicha krępująca cisza, którą zakłócały tylko pohukiwania sów. To była niezręczna cisza, nie

 taka w której przemilcza się sprawy lecz taka w której nie wiadomo co powiedzieć.

-Teraz Twoja kolej. Dzień dobroci, ja Cię chętnie posłucham w tym momencie.

-Ale ja, ja..Nie mam nic do powiedzenia.

-Ej, to nie fair. Sama to wymyśliłaś i teraz się nie wymigasz. To działa w dwie strony, ja już swoje

 powiedziałem.

-Ech, to się wkopałam- stwierdziła dziewczyna- No dobrze, więc co mi leży na sercu, tak?.......Może 

to, że tak na prawdę codziennie muszę walczyć z samą sobą i nieraz mam takie obawy, że nie radzę 

sobie z niczym. Z życiem,z otoczeniem. Czasem wspomnienia mnie niszczą od środka i nijak nie 

wiem co z tym robić.

-Nadal w siebie nie wierzysz?- zapytał Reus trafiając w sedno problemu. Jak zwykle zresztą ta blond

czupryna jakby miała rentgena w oczach. Blondynka wypuściła tylko z siebie powietrze wdychając

po chwili woń Dortmundzkiego miasta. Już miał coś powiedzieć gdy poczuła zbliżającą się sylwetkę

 Reusa. Zaczęła szybciej oddychać gdyż wiedziała do czego blondyn zmierza.

PAM PAM PAM PAM! PRZERWA REKLAMOWA:)
Zapraszam na następny odcinek, który dodam za 2 tygodnie.

P.S. TYLKO NIE ZLINCZUJCIE MNIE, BŁAGAM!
WIECIE ŻE WAS KOCHAM, NIE? ♥

piątek, 23 stycznia 2015

JEDENAŚCIE

Jest takie stare egipskie  przysłowie, które mówi, że  jeśli kobietę ogarnia złość mężczyzna powinien dotknąć swoimi ustami Jej ust i trzymać tak długo aż złość zamieni się w namiętność.

-Co Ty sobie wyobrażasz?!-krzyknęła ciągnąc za koszulkę tak aby blondyn na chwilę przystanął.

Marco nic nie odpowiadał. Odwracając się w stronę blondynki patrzył na Nią wzrokiem, którym

zawsze zwalał Ją z nóg. Czuła te dreszcze przeważnie wtedy gdy Niemiec znajdował się stosunkowo

  zbyt blisko Niej, gdy wdychała Jego nieziemsko pachnące perfumy i na wyciągnięcie ręki miała

idealnie wysportowane ciało. Otwierając nieznacznie usta dziewczyna stała tak w bezruchu oczekując

na jakąkolwiek odpowiedź, która by padła z ust piłkarza. Oboje już byli w stanie upojenia

alkoholowego, jak zresztą połowa społeczeństwa bytująca w tej chwili na imprezie. Co Marco w tej

chwili myślał? Czy w ogóle myślał? Chwytając w obie dłonie twarz Joe wpił się bezczelnie w Jej

usta nie zważając na nic. Świat w tym momencie nie istniał. Lena zdawała się być tak odległa,

zupełnie jakby żyła w innej galaktyce. Joe z mięknącymi nogami poczuła dreszcze wzdłuż całego

ciała, dawno nie czuła się tak dobrze. Obydwóm zabrakło tchu więc blondyn przystopował.

Oddychali głęboko nadal stykając się swoimi czołami. Johanna ponadto patrzyła z ukosa na Marco

nie mogąc uwierzyć w to co się stało dosłownie przed chwilą.

-Co Ty ro-bisz?- zaczęła sylabować jak na pierwszych lekcjach w szkole.Jej dotychczasowa złość na

 blondyna zamieniła się w zdziwienie. Nie obchodził Jej wirujący świat dookoła, ludzie którzy

tańczyli w rytm latynoskich nut. Reus wydawał się być obojętny na kolejne zapytanie dziewczyny ,

już miał się obrócić na pięcie i dołączyć do reszty znajomych gdy kolejny raz tego wieczoru dał się

ponieść emocjo. Nie mógł tak po prostu odejść, nie wiedział dlaczego ale niewidzialna siła popchnęła

 Go po raz drugi w stronę Joe. Dotknął zachłannie swoimi wargami ust Joe brutalnie Je maltretując.

 Dziewczyna zamykając oczy oddała się tym razem pocałunkowi, na początku opierając się chciała

odepchnąć blondyna od siebie lecz już w następnej sekundzie Jej dłonie spoczywały na klatce

piersiowej z której zgrabnie powędrowały na szyję aby móc następnie zatopić palce w blond

czuprynie. Świat znów wirował, nie wiedziała co robi. To co jest zakazane, najbardziej Nas intryguje

 i tak było z Reusem. Wiedziała doskonale, że robi źle i będzie tego żałować aczkolwiek nie

przeszkadzało Jej to w niczym nawet wtedy gdy Marco złapał Jej dłoń i poprowadził do Jej pokoju

hotelowego.

-Joe jesteś taka słodka- zamruczał blondyn nie przestając całować młodej Niemki. Jego usta były

wszędzie. Wprawiał Ją w tak dawno zapomniany świat rozkoszy. Zachowywał się tak jakby idealnie

znał Jej ciało, Jej najczulsze punkty i pragnienia.

-Chyba za dużo wypiliśmy- wyrzuciła z siebie blondynka nie przestając podziwiać idealnego ciała

piłkarza.

-Och, doprawdy panno Levy? Mam przestać?- zapytał Reus wdziewając na usta swój szyderczy

uśmiech.

Przestać? To słowo przestało istnieć w słowniku Johanny. Nie mogła oderwać wzroku od ust

blondyna, które tylko prowokowały Ją do działania. Zastygła w bezruchu, nie potrafiła przełamać się

i ot tak powiedzieć, że Go pragnie. Marco jednak miał mniej zahamowań, zbliżając się na

wystarczającą odległość nachylił się do ucha Joe szepcząc po cichu:

-Kochaj się z mną, proszę. Obiecuję, że nie zapomnisz tej nocy- wyszeptał odpinając guziki Jej białej bluzki.

-Potrafisz być przekonujący, wiesz?
***
Obudzona ciepłymi promieniami słonecznymi poczuła nagły ból głowy. Silne pulsowanie w

okolicach skroni uniemożliwiało normalne funkcjonowanie. Złapała swymi dłońmi czoło tak jakby

miała ręce, które leczą, podnosząc się nieco zauważyła swoje własne rozrzucone po całym pokoju

ubrania. Spojrzała jeszcze na miejsce obok siebie lecz nikt tam już nie leżał.

-Co ja znowu zrobiłam- westchnęła przypominając sobie efekt wczorajszej nocy.

Wybiła dopiero godzina ósma lecz Ona nie potrafiła już spać. Może z powodu bólu głowy a może Jej

 myśli były udręczone wizją tak lekkomyślnego zachowania. Włączyła telewizję śniadaniową by

zająć się choć na chwilę czym innym, zdążyła w międzyczasie przysnąć na chwilę lecz nie trwało to długo

gdyż tuż po dziewiątej Maggie wpadła Jej do pokoju niczym piorun oznajmując, że za dwadzieścia

minut czeka ich wspólne śniadanie na dole. Zdesperowana dziewczyna pierwsze o czym pomyślała

to symulacja choroby ale to by nie przeszło, zaraz wszyscy jak jeden mąż zjawiliby się w Jej pokoju

a tego przecież nie chciała. Wzięła więc ekspresowy prysznic i ubierając się we wcześniej

przygotowaną odzież zeszła na śniadanie. Ku Jej rozpaczy zauważyła, iż jest ostatnim uczestnikiem

posiłku, wszyscy już przybyli i nasłuchując kroków patrzyli na Jej sylwetkę. Uśmiechając się

promiennie zaprosili blondynkę do stołu, tylko jeden Reus nie spuszczał wzroku z jakże ciekawego

talerza pełnego sałatki. Nie wiedziała jak się zachować, wczorajsza noc to był na pewno błąd ale

Marco jako facet nie powinien się tak zachowywać. Uciekł, po protu uciekł jak jakieś przestraszone

zwierzątko.
***
-Nic mi nie powiesz?- zapytała wtedy gdy została sam na sam z blondynem przy stole.

-Co Ci mam powiedzieć?



-Wiesz co? Jesteś żałosny. Tak samo beznadziejny jak ten Twój święty przyjaciel, którego

nienawidzę całym sercem. Po prostu przespałeś się ze mną i tyle? Myślisz, że to takie normalne?-

zadawając mnóstwo pytań dziewczyna oczekiwała odpowiedzi chociaż na połowę z nich. Blondyn

jednak był niewzruszony.

-No do cholery jasnej Reus! Słuchasz mnie? Spójrz na mnie jak się do Ciebie mówi!

-Joe nic się nie dzieje. Byliśmy pijani, ok?- stwierdził Reus znacznie podnosząc głos.

Uniosła swe ciało z twardego krzesła by zmierzyć w kierunku pokoju, poczuła się jak ostatnia

puszczalska panienka. To, że była pijana wcale nie usprawiedliwiło Jej czynów.To był Reus, do

cholery!
***
Rozświergotana Lena trzymała kurczowo rękę blondyna spacerując wzdłuż pomostu. Na twarzy

blondynki wdarł się grymas, tak najzwyczajniej w świecie zazdrościła dziewczynie. Ot takiego

 głupiego schowania swej dłoni w delikatnym uścisku z Marco.

-Może też założymy swoją własną kłódkę miłości?- zapytała spoglądając na Niemca.

Wszystkie pary dookoła wypisywały swe imiona na tychże kłódkach i powieszały Je na moście.

Wyrzucając klucz do falującej wody dawali sobie nadzieję, że miłość będzie wieczna. Reus tak po

prostu przytaknął głową, tak najzwyczajniej jakby to nie było nic sprzecznego. Jeszcze parę godzin

temu błagał Joe aby móc się z Nią kochać a teraz pokazuje Lenie jak to Ją bardzo kocha. Cholerny

dupek- pomyślała w tej chwili Johanna.

Jedyne na co miała ochotę to uciec z tej wyspy. Na szczęście już jutro to nastąpi i będzie mogła znów

zanurzyć się w wir swojej pracy. Co Jej lepszego do zrobienia zostało? Użalać się nad swoim losem?

O nie, tego na pewno nie przewidywała, za dużo czasu na to poświęciła po nieudanym związku z

Mario.
Zamykając kłódkę Marco spojrzał kątem oka na Joe. Co chciał przez to osiągnąć? Miała być

 zazdrosna czy może zacząć płakać? Podchwytując wzrok blondyna zmrużyła posępnie oczy by zaraz

po tym razem z pozostałymi na tej wyspie zaczęła klaskać w swe słonie na znak aprobaty nowego

związku w dotychczasowym wszechświecie.

*************************
Dodaję przed weekendem, cieszycie się?
Coś się w końcu dzieje między tą dwójką.
Jak myślicie to już koniec romansu?
Buziaki:*